Najnowsze Wpisy

nibyt69 Komentarze (0)
03. stycznia 2009 16:56:00
linkologia.pl spis.pl
05 listopada 2007
To nie tak miało być..
To jest nie do uwierzenia.. tyle czasu niby mam wolnego a ta sennosc i mdlosci mnie powalają.. tak chciałam przeczytać kolejną pozycję Montefiore, ale nie.. poraz pierwszy nie potrafię przeczytać wiecej niż stronę czy dwie książki i nie zasnąć.. mówię o książce, która mnie interesuje..

Może to dla kogoś dziwne, ale ja jestem zła sama na siebie.. od jutra strajk i muszę napić się chociaż jednej kawy..

Ta ciąża i jesienne szarówki nie pozwalają mi normalnie funkcjonować.. jak ma funkcjonować teraz niskociśnienioweic bez kawy.. nie da się..

Na dzisiaj mam już dość.. chcę odzyskać wcześniejszą szpilkową energię..

GDZIE ONA JEST?!?!?
Szpilka
10 komentarzy

30 października 2007
Ciśnienie = 0

Zbyt senne są ostatnie dni.. Potrzebna mi kofeina. Dużo kofeiny!!! Niestety nie mogę.. ciąża = cudowny stan totalnej abstynencji i braku ciśnienia.

Czuję się ciągle rozbita i w sumie przez ostatni tydzień nie zrobiłam nic konkretnego.

Dzisiaj chwilową radość przyniosły promyki słońca za oknem.. ale niestety nie na długo, bo już po godzinie pochłonęła je szarówka.

 

Ale zawsze musi zdarzyć się coś pozytywnego – po długich poszukiwaniach w Internecie w końcu udało mi się zdobyć książkę Santa Montefiore „ Spotkamy się pod drzewem ombu”.

Oto link do opisu z biblionetki: http://biblionetka.pl/ks.asp?id=9759

 

Bardzo przypadły mi do gustu książki Santa Montefiore. Zupełnie nie rozumiem osób, które ustawiają je na półce z nazwą „romans”. One nie są jedynie książkami opowiadającymi historię miłosną, ale opisują w świetny sposób sylwetki bohaterów i pozwalają zmieniać się im wraz z wydarzeniami jakie następują..

 

Chyba najwyższy czas zajrzeć na kolejne strony książki.. póki senność jeszcze mnie nie pokonała.

Szpilka
9 komentarzy

11 października 2007
Brak tytułu

Ciążowe dolegliwości dają mi coraz bardziej popalić. Ale wszystko ma swoje dobre strony. Od poniedziałku idę na conajmniej 2 tygodnie zwolnienia, ponieważ nie mam już w ogole siły na normalne funkcjonowanie, poza tym warunki pracy nie są na tyle doodne w tej sytuacji. 

Dzięki temu będę miała w końcu więcej czasu na czytanie książek i mam zamiar nadrabiać zaległości. Dzisiaj zaszalałam i zamówiłam 7 książek w merlinie.
Chciałabym mieć jej już w domu.
Usiąść wygodnie w nowym fotelu z kubkiem ciepłej herbaty, przykryć się ciepłym kocem i w ten sposób spędzić cza z książką.
Nie martwić się, że jeszcze tyle jest do zrobienia.
W końcu jeszcze tyle jest książek do przeczytania, a naczynia mogą poleżeć chwilę dłużej w zlewie i nic im się nie stanie.

A dzisiaj korzytając, że mąż wróci późno mam zamiar powrócić do książki, którą zaczęłam czytać jakiś czas temu, ale niestety problemy ostatnich tygodni sprawiły, że po prostu o niej zapomniałam.
ta książka to:
- Dom w Riverton - 
http://www.biblionetka.pl/ks.asp?id=84010 )

Uwielbiam książki, które zawierają w sobie tajemnicę rodzinną, która łączy jej poszczegóne wątki. Dlatego zamierzam się przenieść teraz w świat Riverton..

Szpilka
9 komentarzy

10 października 2007
Powroty..
Powoli powracam. Nie spieszę się, zbyt wiele przez ostatni rok rzeczy pozmieniało się za szybko.
Nadal kocham książki.. pochałaniam je, gdy tylko mogę.
 Nadal moim lekarstwem na stres jest jazda samochodem.
Nadal dzielę życie z Ł
tylko parę spraw się pozmianiało
.. jestem już mężatką..
.. za 8 miesięy będziemy rodzicami..
.. i ukradli nam psa - dosłownie serce mi z tego powodu pęka..
tak więc to tyle na obecną chwilę.
mlaszka : :

pompan Komentarze (0)
07. grudnia 2008 12:13:00
linkologia.pl spis.pl

Nyaaaaan... Do teraz nie do końca wierzę w to, co naszą ekipę spotkało... I kurczę nie wiem, jak pisać... To może najlepiej po kolei?

 

Jakoś miesiąc temu Natka wyskoczyła z pomysłem wyjazdu do Wrocławia na występ Kabaretu Skeczów Męczących. Na początku nie miałam przekonania. Bo to środek tygodnia (środa), bo ten kabaret mnie średnio interesował... Ale czego się nie robi dla kumpeli ;) W przeciągu owegóż miesiąca parę rzeczy zdążyło się zmienić, np. zdążyłam "zarazić" się KSM-em ;) W końcu dnia 25 kwietnia roku pańskiego 2007 o godzinie 15.40 ja, Nata i moja mama (jako "asekuracja" ;) ) wsiadłyśmy w busa jadącego w kierunku Wrocławia... Znaczy się najpierw przez pomyłkę wlazłyśmy do busa jadącego do bodajże Strzegomia xD W każdym razie w końcu zajechał ten właściwy i ruszyłyśmy. Był po drodze lekki kryzysik (brak klimatyzacji), ale to pomińmy :) Około godziny 17.40 byłyśmy już we Wrocławiu. Na przystanku już czekały Paula (tak, ta sama, z którą szalałyśmy na kabaretonie w Dniu Kobiet) i jej babcia. Potem była niezła afera, żeby się znaleźć ze Stefą i Malv :) Najpierw musiałyśmy przez telefon się dogadać, na którym dworcu czekają (bo są tam dwa obok siebie - PKS i PKP), a później gdzie one stoją (koło budki w kolorze żółtym odblaskowym... faktycznie tam taka była :D ). Miałyśmy około półtorej godziny na ukończenie planu. Plan był taki: KSM baaardzo niedawno obchodził 4-lecie i z tej okazji przygotwaliśmy dla nich w prezencie "Zestaw Męczący", który składał się z:

- dżemu truskawkowego

- makreli

- małej kowbojskiej kurteczki... nawet bardzo małej

- kreta do rur (w małym okrągłym różowym pudełeczku)

- samochodu pułapki (z C-4 zrobionym z rozwalonej dyskietki)

- rysunku samochodu

- wiersza okazjonalnego

- śruby.

I brakowało nam jeszcze makreli! Więc szybcikiem śmignęłyśmy do Galerii Dominikańskiej na sam dół do Alberta i tam nabyłyśmy makrelę w puszce. A potem się znowu pogubiłyśmy, bo Nata i Malva wybyły do toalety, a potem ja, Paula i Stefni nie mogłyśmy ich znaleźć :D Po nabyciu puszeczki musiałyśmy się streszczać i jak najszybciej dojść do Impartu. Na dużym, piaszczystym (jak się przekonała Paula xD) placu budowy naprzeciwko Impartu nastąpiły ostatnie przygotowania - pakowanie Zestawu, podpisywanie dedykacji na książce... Książce? Otóż to była druga część planu - w prezencie imieninowo - urodzinowym dla Jarka postanowiliśmy mu dać "Samo-loty" Stokowskiego. Zgadnijcie, kto to wymyślił ;) Wreszcie stanęłyśmy przed Impartem. Czekałyśmy na Jarka - tylko dzięki jego dobrej woli ja, Nata i Paula mogłyśmy się tam wbić (WIELKIE DZIĘKI :* ). Niezłą miałyśmy reakcję na taki widok: podjeżdża pod Impart srebrne auto i wysiada Karol :D Już całą ekipą stanęłyśmy z boku i zastanawiałyśmy, gdzie się usadowić. W międzyczasie minął nas Marcin Łajzą też zwany. Przywitaliśmy się, zamieniliśmy parę słów, a potem czmychnął się przygotowywać. Wtedy... brzuch mnie rozbolał. Chyba z nerwów ;) Miałyśmy szczęście, bo się znalazły trzy niezaklepane miejsca obok Malv i Stefy, więc siedziałyśmy razem. Jeszcze tylko moment i występ się rozpoczął. Na scenie pojawili się Marcin i Karol. Wtedy Stefa wyjęła przygotowane wcześniej różowe stringi z oczkami, a Nata i Malv rzuciły je na scenę. O my pomajtane xD Łajza i Golon (Karol znaczy się, jakby kto nie wiedział) zaczęli robić tzw. nawijkę konferansjerską... Coś, że na wejście artystów można bić brawo, krzyczeć, robić coś jeszcze głupszego niż sąsiad z lewej, rzucać bieliznę. "O!" - Marcin zauważył stringi xD Kapnął się, że to nasze. Usłyszałyśmy, żeby rzucić jeszcze raz, jak będą wchodzić :D Dziewczyny zrobiły to - a co! Później było już coraz śmieszniej. "Śruba", "O, jaki to wstyd", "Szczęśliwy człowiek", "Kochanie, wróciłem", "Cowboy", "W moim filmie"... Wypisuję w kolejności niechronologicznej, bo zwyczajnie nie pamiętam, co po czym szło :) To wszystko poprzetykane wstawkami konferansjerskimi by Marcin & Karol :) A na koniec totalny wymiatacz: "Piosenka improwizowana", czyli Łajza gania z mikrofonem po widowni i prosi widzów o podanie 15 trudnych wyrazów, z których oni wyimprowizują piosenkę, Michu spisuje słowa na plakacie, a Karol tłumaczy, co znaczą xD I znów miałyśmy autorski wkład w występ - Nata podrzuciła "kwas dezoksyrybonukleinowy" xD I była "letko zdziwiona", że się Golon kapnął, iż to jest DNA ;) Poza tym widzowie podrzucili takie wyrazy jak: imponderabilia, antykorupcjonista (Karol: "Myślałem, że powie >>antykoncepcja<<" xD), szczelinomierz, przerwatywa, przepiórka, seks, deuter... Na bisa dostaliśmy jeszcze "Kaloryfer". Powiem krótko - hłeh xD Po zejściu chłopaków ze sceny wymknęłyśmy się na korytarz... Tylko nie wiedziałyśmy, gdzie iść. To poszłyśmy do kib... eee.. toalety :D Po wiadomych sprawach i naradzie Nata zadzwoniła do Jarka. A w tej toalecie była bardzo czuła suszarka do rąk i ja podeszłam za blisko... xD W końcu Jarek dopadł nas na korytarzu i całą eskadrą zostaliśmy po prowadzeni do garderoby. I tu zaczyna się najbardziej schizowa i krejzolska część wyjazdu :) Szczegółowej relacji z niej nie będzie - niech to pozostanie słodką tajemnicą naszej gangsty ;) Powiem bardzo ogólnikowo - były wspólne fotki, autografy, Paula latająca z kamerą, dyskusja o tym, czy ptaki mają uszy i o różowych koszulkach, Daga ze stresu gadająca od rzeczy :P i od cholery innych objawów naszej i ich nienormalności ;)

A potem? Potem się musiałyśmy zwijać. Paula z babcią do Wolsztyna, Malva i Stefa do Ludwikowic, ja z mamą i Nata do Jeleniej, chłopaki w trasę. Później, w domu przez cały następny dzień, mdliło mnie po tym cholernym aviomarinie (bez niego nie ujechałabym do Wroca bez pawia). Ale co tam - warto było.

Standardowo podziękowania wielkie dla paru osób, bez których ten dzień nie byłby jednym z tych "dni niebiańskich". Więc dziękuję Natce, Stefci, Malv, Pauli, Jarkowi, Karolowi, Marcinowi, Michowi, Robertowi i jeszcze "ekipie technicznej" naszego wypadu: mojej mamie, babci Pauli, tacie Naty (odwiezienie z przystanku do domu) i dziadkowi Naty (zawiezienie na przystanek).

Motto na teraz: "Ni mom kónia" xD Wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi ;)

mlaszka : :

hata Komentarze (0)
13. listopada 2008 14:56:00
linkologia.pl spis.pl

los:

zrobiła z niego sierotę z wielką blizną na środku i tak niezbyt pociągającej buźki;

nazwała go jak jakiegoś stuletniego dziadka z lumbago i skoliozą,

uraczyła przyjaciółmi, których charakterki wykazywały jego postępowy masochizm, a jej skrajny sadyzm;

umówiła na randkę z rudą zołzą!

Napisała ten durny epilog, w którym zrobiła mu trójkę dzieci, w tym jednego niewydarzonego, drugiego tępego jak dzida, a trzecią psychiczną- po mamusi.

Nie powstrzymała ów rudej zołzy przed rozkwaszeniem mu gęby przed komórką na miotły. JEGO nie powstrzymała przed włażeniem do tej komórki z Cho Chang! Chociaż w ogóle nie zgadzało się to z epilogiem!

                      Ale to wszystko było niczym w porównaniu z tym, co teraz uczyniła!

Ta, która ośmielała tyle lat kierować jego żywotem marnym! Zabić mu pół rodziny i ulubionego skrzata domowego, teraz żąda od niego, niego- Harry’ego Pottera, Wybrańca, Chłopca Który Przeżył, Najlepszej Partii według tygodnika „Czarownica”, od niego żąda żeby jak gdyby nigdy nic spotkał się ze swoją rywalką! Tą wstrętną małpą, bardziej zajętą podrywami, niż zbawianiem świata!

                    On, Harry, nigdy by sobie nie pozwolił na takie chwile zapomnienia! Nawet zerwał ze swoją dziewczyną dla jej dobra (akcja ze schowkiem nie ma nic do rzeczy, to było już po bitwie o Hogwart). On, Harry zapomniałby o swoim życiu prywatnym dla dobra ludzkości! I teraz on, Harry Potter, pogromca Voldemorta, ma powiedzieć tej… całej Josephine… jak ma zniszczyć swojego własnego, prywatnego wroga! I jeszcze czego?! Jeszcze czego?! Już on dobrze wie, jak to się skończy! Ona pokona tego insekta, odzyska rodzinę, umówi się z tym całym… Brianem i o niej zaczną pisać blogi na Onecie! A on…popadnie w zapomnienie jak jakaś…wyżuta guma… niechciane fasolki Berty’ego o smaku gili z nosa… złamane lukrecjowe pióro… o nie! On na to nie pozwoli! Nie da się skopać z piedestału! Nie da sobie odebrać prymu na Onecie! Co to, to nie!

                       „Ale swoją drogą, to niezła z niej laska”, przeszło mu przez głowę. Jednak nie podobał mu się fakt, że ta cała Josephine podobna była do jego Ginny! A po ostatnim spotkaniu z młodą Weasley’ówną nadal miał dziwnie zniekształcony prawy policzek, nie mówiąc że pewne podstawowe czynności życiowe sprawiały mu wielki ból. Poza tym Ginny szlaja się z Malfoyem! Biedny, niedorozwinięty Harry, nie mógł pojąć co też Ginny w nim widzi! Bo przepraszam bardzo, kto tu komu zakosił różdżkę?! Kto kogo uratował z pożogi?! Właśnie! Harry Malfoya! A nie na odwrót… .

                        Harry zapomniał na chwilę o swojej zmorze w postaci tej całej onetowej rywalki i zagłębił się w mrocznych rozmyślaniach. Z łóżka obok dobiegło go łkanie, które przerwało te masochistyczne myśli:

- Ron, znowu?!- jęknął, patrząc na purpurowe zasłony, szczelnie zamknięte wokół łóżka swojego kumpla

- O… Ona…oona mnie zdradziłaaaaaaaaa!!!!!!!!!!- zawył jak zranione prosie. Harry skrzywił się z niesmakiem.

- Nie zdradziła! Rozstaliście się!- przypomniał mu Neville, zawiązując sznurówki przy butach z wężowej skóry i co chwile zerkając na swoje odbicie w dużym lustrze. Harry odwrócił wzrok, kiedy Longbottom zaczął się szczerzyć do swojego odbicia. Od kiedy zabił węża i ofiarował jego skórę na rzecz obuwia Griffindoru, a raczej jego damskiej części, stał się bardziej popularny od Harry’ego! Jakoś wszyscy zapomnieli, że to Harry rozwalił Voldemorta! Najwyraźniej zabicie wielkiego węża było bardziej efektowne, niż wkurzenie Voldzia, żeby chlasnął się własnym zaklęciem…

- Nie rozstaliśmy! Mieliśmy ciche dni…- obruszyły się zasłony

- A kto w te ciche dni sprawdzał wytrzymałość swojego wyrka z Lavender?!- zapytał z sarkazmem Harry. Ron tylko zawył głośniej zza zasłony i więcej się nie odzywał. Co chwilę słychać było tylko jęki i szlochy. Neville przeczesał brwi palcami, puścił oczko do własnego odbicia i stwierdził:

- Jesteś zwierz, stary- najwyraźniej do własnej osoby, a do Harry’ego odparł-  trzy laski z szóstej  klasy…mam misję…chcą żebym je uświadomił- Potterowi nic nie trzeba było więcej mówić. Neville z szelmowskim uśmiechem opuścił dormitorium. Zanim zamknął drzwi, Harry usłyszał jeszcze:

-No, moje drogie panie! Mam nadzieje, że byłyście bardzo niegrzeczne. Pogromca Węży przyszykował dla was karę!

             Potter miał wielką ochotę zwymiotować. Dał sobie jednak spokój, powracając do swoich poprzednich myśli.

            Po paru minutach zdał sobie sprawę, że to wszystko przez Rowling! To jej wina, że seria się skończyła, kontrakty wygasły i nikt jej nie słucha, oprócz niego, który ma kontrakt dożywotni! Jaki on był głupi, że podpisał ten kontrakt z diabłem wcielonym! Sklątka Hagridowa przy tej Rowling to słodki, śliczny puszek pigmejski. To jej wina! Wszystko jej wina! On jej jeszcze pokarze! Harry Potter zaśmiał się diabelsko, obmyślając plan zgładzenia autorki swojej serii.  A potem dotarło do niego, że nic jej nie pokaże, bo w kontrakcie drobnym drukiem, u dołu strony wyraźnie pisało: „klątwy, uroki, eliksiry, transmutacje, wszelkie magiczne i niemagiczne próby dyskredytacji autorki będą skutkować karą pieniężną. A autorka zostawia sobie prawo do wymazania postaci ze swojej serii”.

Harry Potter zaklął głośno.

mlaszka : :

Happysad-Łydka Komentarze (0)
04. listopada 2008 21:31:00
linkologia.pl spis.pl


 

Nie puszczę cię nigdzie

sama stąd nie pójdziesz

zostaniesz tu

ja będę czekał aż uśniesz

 

Ale to nie wszystko

wyspowiadasz się

jeszcze przed snem chce cię mieć czystą

 

Ale to nie wszystko

wydrylujesz śliną mnie

otoczysz sprężystą łydką

 

Ale to nie wszystko

upadniemy razem tak j

ak jeszcze nigdy nisko

 

Ale to nie wszystko

 

Bo zanim zgasną resztki dnia

zanim anioły się przyśnią

zanim nasze ciała wyschną

 

Powtórzymy wszystko

 

mlaszka : :

Gieorgij Komentarze (1)
28. października 2008 19:31:00
linkologia.pl spis.pl

-Denerwujesz się?- Spytał Gieorgij.

-Trochę, ale co ma być to będzie.

-Podoba mi się takie podejśćie- Zachwycił się chłopak.

-Widzisz jaką masz zdolną dziewczynę?

-Tak, najzdolniejszą na świecie- Cmoknął ją w policzek.

Dziewczyna zauważyła dziewczynę, która była cholernie podobna do Kaśki a potem wyłonił się chłopak...łudząco podobny do Piotrka. Tyle, że to nie było złudzenie. To byli oni. Posmutniała, co zauważył Greg.

-Co jest? Czemu tak na nich patrzysz?

-To jest właśnie mój były.

-Nie przejmuj się nim. Masz mnie- Powiedział i objął ją z całej siły.

Piotrek się odwrócił i to zobaczył. Chciał na kimś wyładować złość...ale po co? Przecież gdyby wszystkiego nie zawalił to teraz on by ją pocieszał. Po chwili wszyscy usłyszeli głos.

-ZAPRASZAMY PARĘ NUMER 1! KATARZYNA MIŁECKA I PIOTR MĘDRZEJEWSKI.

Wyszli i zaczęli tańczyć. To było coś okropnego! Nikt nie wiedział co to za taniec, a gdy zeszli ze sceny wszyscy zaczęli się cicho śmiać. Wyjątkiem była Pati, która jak łatwo było się domyślić wybuchnęła głośnym śmiechem.

-Patrycja..uspokuj się- Powiedział Greg, ale widząc minę dziewczyny sam zaczął się śmiać.

 

~*~

Przyjaciele z pierwszego rzędu również usłyszeli wybuch Pati i oni również zaczęli...ale głośniej. Nie mogli się powstrzymać. Inni dziwnie się na nich patrzyli.

Nie przejmowali się tym tylko zanosili się gromkim śmiechem.

 

~*~

I tak po kolei aż wkońcu dało się słyszeć.

-PARA NUMER 12! PATRYCJA MILLER I GIEORGIJ PUCHALSKI.

Wyszli i zaczęli tańczyć paso doble. Wybrali ten taniec bo w nim czuli się najlepiej.

Wszyscy patrzyli na nich z zachwytem a rodzicom zaczęły skapywać łzy.

-Ciociu nie mazgaj się- Powiedział Arthur do mamy Pati.

-Arthur! Na Boga!

Justyna zaczęła się śmiać. Jej brat to naprawdę geniusz.

 

~*~

Skończyli i głęboko się ukłonili. Rozbrzmiały gromkie brawa. Najgłośniejsze dało się słyszeć z pierwszego rzędu. Zeszli i uśmiechem.

 

~*~

Justyna, Mario, Gregor, Arthur i Asia poszli za kulisy aby im osobiście pogratulować.

-To było świetne!- Krzyknęli wszyscy!

-Nie to co cyrk Kaśki i Piotrka- Zaśmiał się Gregor i przypomniał sobie jak dziewczyna mu się zwierzała.

-Naprawdę bardzo zabawne!- Krzyknęła blond dziewczyna.

-Nawet nie wiesz jak- Odgryzł się jej Artl.

Blondynka nie wytrzymała i wyleciała z płaczem.

 

~*~

Nadszedł czas na werdykt. To były już paniczne nerwy. Dziewczyna zastanawiała się czy...czy wygrają. Miała cichą nadzieję, ale nikomu nie mówiła, żeby nie zapeszyć.

Na scenę zostali wywołani najlepsi, czyli było ich ok. trzydziestu. Najlepsza trzydziestka.

Nagrodę wręczał...Gregor. Tak zostało to ustawione. Gdy tylko organizator dowiedział się, że na widowni będzie sam Gregor Schlierenzauer nie mógł się oprzeć pokusie.

Para dziwacznych tancerzy- Kasia i Piotrek zajęli 30 miejsce. Byli na siebie wściekli i wrzeszczeli na siebie. Patrycja obserwowała to z dumą.

Nadszedł czas na pierwszą trójkę.

Schlieri z wielkim uśmichem na ustach podszedł do par, które zajęły drugie i trzecie miejsce i wręczył im medale. Jednak szerszy uśmiech został wywołany gdy...

-PIERWSZE MIEJSCE PATRYCJA MILLER I GIEORGIJ PUCHALSKI! TO IM UDAŁO SIĘ WYGRAĆ MISTRZOSTWA TAŃCA, KTÓRE JAK CO ROKU ODBYŁY SIĘ W STOLICY NASZEGO PAŃSTWA- Zadarł się organizator.

Rzucili się sobie w ramiona. Byli najszczęśliwszymi osobami na całym świecie. Dziewczyna zaczęła płakać. Ale to były łzy szczęścia.

Gregor podszedł do nich dumnym krokiem i wręczył im medale i puchar.

A para, wzniosła puchar do góry z szerokimi uśmiechami na twarzach.

 

 

 

 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Koniec. Tak to koniec tego opowiadania.

Chciałabym Wam wszystkim, bez wyjątków serdecznie podziękować, za to że byłyście ze mną przez te 20 rozdziałów.

Dziękuję za wszystkie komentarze i Wasze miłe słowa otuchy.

 

Pisać nie przestaje. Bo nie wyobrażam sobie tego, żebym nie pisała. A więc zapraszam na:


 

Możecie zobaczyć paso doble w wykonaniu Grega z programu You Can Dance pod tym linkiem:

Ten taniec cholernie mi się podoba i dlatego postanowiłam, że własnie to będą tańczyć.

 

Więc jeszcze raz dziękuję ;******** I zapraszam na te inne opowiadania.

Pozdrawiam Was;)

mlaszka : :

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
2930311234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930311

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

myszka-13 | layona | dla-ciebie-kochanie-1 | krowa11 | anetha | Mailing